Wybacz!

KONIEC.
Umarło śmiercią naturalną. Nic już się nie pojawi. To nieodwołalne.
Dziękuję za pułap 100 000 wejść. Zdaję sobie sprawę, że miałabym 2 razy więcej, gdybym pisała... Ale już nie umiem. Jedynie dla pieniędzy.
Pozdrawiam.

Polecany post

One - Shot - Poszukując wartości.

Tytuł: „Poszukując wartości” Paring: SasuNaru Kategoria: Shoūnen ~ ai Gatunek: Dramat (tak świątecznie, wiem xD) Ostrzeżeni...

sobota, 1 lutego 2014

Miniaturka - Bo to toksyczne.



         Witam, moi Drodzy!

         Przepraszam Was, za to, że niemal nie piszę w ostatnim czasie. Z początku nie miałam czasu, lecz potem… Potem coś we mnie wysiadło. I nie chodzi tu o pomysły, bo te ciągle napływają, a raczej o to, że nie chce mi się ich spisywać. Wkurwia mnie wręcz układanie tych samych zdań. (Chodzi mi tu o konstrukcję). Pół rozdziału „Powrotów” już mam, pomysł na kilka pierwszych stron czwartego rozdziału „Opiekuna” też, z tym, że nie mam siły ich wyklikać.
         Dzisiejsza notka to, jak widzicie, sześciostronicowa miniaturka, która mam nadzieję, umili Wam oczekiwanie na pisany przeze mnie (myślę, że na jutro) WzK. Na komentarze odpowiem właśnie przy następnej notce (nie, żeby mi się nie chciało, po prostu tu mi to jakoś nie pasuje).

         Tytuł: Bo to było toksyczne.
         Długość: Miniaturka (ok. 2 400 słów)
         Paring: SasuNaru
         Beta: Nie
Uwagi: Tu się Wam troszkę rozpiszę. Ta miniaturka jest zlepkiem kilku rozmów między mną, a byłym już chłopakiem. Ja… Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz na poważnie zakończyłam ten związek. Można by powiedzieć, że Sasuke to tak trochę mój były, dlatego wyszedł mi trochę nijaki, nieUchihowski do końca. Dlaczego Wam to piszę? Oj, poznacie tu trochę mnie i moje wielkie, naiwne serce. Aczkolwiek do Was apeluję – wszelką krytykę co do kreacji bohaterów tym razem przyjmę bardzo do siebie. Oceniając Naruto – oceniacie mnie… A jako, że jestem strasznie uczuciowa, proszę o… szczerość. Nie zabronię Wam pojechanek, których się spodziewam, ale proszę o wyrozumiałość, jeśli coś wyda Wam się przesadzone ;)

ZAPRASZAM:


- Nie i nie  proś mnie więcej! – Zdenerwowany wstał z zajmowanego wcześniej fotela i patrząc z góry na wysokiego bruneta o smolistych włosach, oddychał ciężko.
    - Nie wiem, czemu tak mówisz, ale wiem, że nie odejdziesz. Nie możesz mi się oprzeć – stwierdził siedzący mężczyzna, w ogóle nie przejmując się zdecydowaną postawą stojącego przed nim blondyna.
   -  Nie odejdę? – Wycedził przez zaciśnięte zęby. Pewność swego tego faceta go rozbrajała.
    - Nie – krótka, lakoniczna odpowiedź, wyrażająca tak wiele. Niebieskookie słońce obruszyło się na jego słowa.
    - No to patrz! – Obróciwszy się na pięcie, zaczął kierować się ku drzwiom ekskluzywnego mieszkania swojego partnera, które do niedawna, w sumie do dziś wieczora, z miłą chęcią odwiedzał, choć też nie zawsze. Ów partner zaś podążył za nim. W pewnym momencie uchwycił pozostawioną z tyłu dłoń i pociągnął w swoim kierunku. Właściciel ręki wykonał piruet i wpadł w zaborcze objęcia czarnookiego bóstwa. – Sas… - nie dane mu było dokończyć, gdyż miękkie, smakujące wiśnią wargi zaatakowały jego kształtne usta. Pocałunek, choć krótki, zawierał w sobie pewną dozę namiętności jak i rozpaczy. – Kurwa! – Uwolnił się z trudem z uścisku i patrząc złowrogo na stojącego przed nim Uchihę, zadał pytanie: - Jak to według Ciebie ma wyglądać? – Zapytał, choć z pewnością trafnie przewidywał odpowiedź. Po prawie czterech latach można się czegoś o drugiej osobie dowiedzieć, prawda?
    - Hmm… pomyślmy – wymruczał czarnooki, starając się ułaskawić swojego chłopaka. – Będzie tak: pocałunki, seks, wspólne śniadania, obiady i kolacje, a potem znów seks i jako takie „poseksowe” spędzanie czasu, Kochanie.
    - Tak myślałem – westchnął rozczarowany. – Nie, to już nie wypali.
    - Ja mam odmienne zdanie na ten temat – warknął, obnażając zęby. Blondyn, którego imię oznaczało jeden ze składników jego ukochanego dania, ramenu, wrócił na zajmowane wcześniej miejsce.
    - Ok, pogadajmy – zadowolony podszedł do byłego kochanka i próbował go pocałować. Uzumaki mu to utrudniał i to całkiem skutecznie. – Pogadajmy tak, jak powinniśmy byli porozmawiać już jakieś trzy lata temu – brunet bez słowa zajął miejsce przed niebieskookim.
    - Ciągle do tego wracasz – mruknął zjadliwie, rozmasowując nagi, alabastrowy bark.
    - Nie da się do tego nie wracać, chcąc wszystko wyjaśnić. Jak myślisz, co nas tak naprawdę łączy? – Dłonie zaciśnięte w pięści zdradzały zdenerwowanie. Lecz Naruto wiedział, że tym razem musi zwyciężyć rozum, a nie zdradliwe serce. Hebanowowłosy zaśmiał się.
    - Znowu jakieś Twoje fanaberie? – Ton głosu podkreślało zlekceważenie.
    - Nie, to nie fanaberie. Odpowiedz, jeśli potrafisz – Sasuke zastanawiał się przez dłuższą chwilę. Ten gest, dla wielu małoznaczący, upewnił Uzumakiego w wyborze. Bo czy było się nad czym zastanawiać?
    - Miłość, wsparcie, przyjemności, wspólne zainteresowania… Nie wiem, po co Ci to mówię, skoro to wiesz – opaloną buzię rozświetlił smutny uśmiech.
    - Taa… Jedyne, co wiem, to to, że rozsyłasz mi tu ogólniki. Serio myślisz, że łączy nas… miłość? – Podkreślił ostatnie słowo, znaczące niegdyś dla niego tak wiele … Nie spuszczał wzroku z byłego partnera, próbując wyczytać prawdziwe emocje z jego twarzy bądź gestów. Niestety, bez skutku.
    - Nie udawaj głuchego – Uchiha nie lubił takich niewygodnych rozmów. To nie w jego stylu. Nie podobała mu się bierność blondyna jak i jego przekonanie o tym, że to koniec. A gdzie w tym wszystkim jego zdanie?
    - Hm, to z pewnością toksyczna miłość. Bardzo egoistyczna, bo…
    - Co Ty znowu bredzisz?! – Może to dziecinne, ale gdzieś wewnątrz siebie czuł, że musi jakoś zmienić temat, zakończyć…
    - Prawdę, Sasu. Posłuchaj…
    - Nie, niczego nie będę słuchał. Zachowujesz się jak rozwydrzona księżniczka! Ale zapewniam, nie jesteś nią! – Chciał wstać, lecz zmroziło go krótkie zdanie wypowiedziane malinowymi ustami.
    - To ja wychodzę – dzieliło ich kilkadziesiąt centymetrów, może metr. Zawiedzione spojrzenie morskich oczu skłoniło go do stonowania swoich wypowiedzi.
    - Zostań. Słucham – niebieskooki westchnął, rozmasowując kark. Myślał, jak to zacząć prawdziwą rozmowę, by nie skończyło się jak zwykle, czyli tygodniowym milczeniem i pogodzeniem się w łóżku.
    - Sasuke, proszę, nie utrudniaj mi tego. Nie ma między nami niczego, poza namiętnością, a związki, nawet gejowskie, nie muszą składać się tylko z tego. Ja nie chcę, by składał się tylko z tego – zapadło dłuższe milczenie. Każdy z dwojga kochanków zastanawiał się nad dalszym posunięciem.
    - Najpierw sobie wszystko wyjaśnijmy. Nie… Nie mogę pozwolić, byś odszedł, nie tłumacząc mi dlaczego – Może spróbować znów słodkich słówek i obietnic?
    - Serio muszę Ci jeszcze cokolwiek wyjaśniać? Ty nie widzisz, co się dzieje? – Brak odpowiedzi. – My… między nami nie ma już takiego czegoś, jak tęsknota, wzajemne wsparcie, zaufanie. Nie, tego nie ma. Aby być ze sobą i to na poważnie, o ile w związkach homoseksualnych można mówić o powadze, nie można układać relacji na seksie i miłym spędzaniu czasu! Między nami nie ma uczucia, a jeśli jest, to…To nieprawdziwe, wyimaginowane, wpojone.
    - Przesadzasz – Uchiha jak zawsze nie rozumiał tych wszystkich wywodów. Byli ze sobą, bawili się razem, w jakimś sensie dbali o siebie… Czy to nie wystarcza?
    - Przesadzam? Jeśli tak, to powiedz mi proszę… Kiedy ostatni raz się uśmiechałem? Kiedy śmiałem się razem z Tobą, nie… nie czując tej całej sztuczności? – Onyksowe źrenice rozszerzyły się w zdumieniu. – Nie wiesz, bo nawet nie zauważyłeś, że coś jest nie tak. Jesteś pieprzonym egoistą, wpatrzonym w siebie i swoje potrzeby, a ja dopiero teraz, po czterech latach, to do siebie dopuściłem – zamaszyste gesty chłopaka podkreślały w pewien sposób moc jego słów.
    - Masz coś jeszcze mądrego do powiedzenia? – Naruto machinalnie zacisnął zęby z wściekłości.
    - Nic do Ciebie nie dociera – westchnął, opuszczając głowę.
    - Nic? Kurwa, nic? – Wkurwiony do granic możliwości, podniósł się z zajmowanego fotela i zaczął chodzić po pokoju. – A to, że zimą przyjeżdżałem do Ciebie, nawet rowerem, bylebyś przestał marudzić? Co mogłem, dawałem Tobie. Pytam. Mało? – Kolejny smutny uśmiech niebieskookiego słońca.
    - Tak, mało. Jak to jest, że kiedyś mogłeś więcej i bez wygadywania mi, a teraz takie błahostki mają znaczenie? – Uchiha zatrzymał się raptownie i spojrzał z politowaniem na siedzącego chłopaka.
    - Skończ z tym, bo robisz się nudny.
    - Heh. Nudny, powiadasz. To po co chcesz to ratować, skoro nie rozumiesz? – cisza. Cholerna cisza, towarzysząca w takich chwilach od zawsze. - Nie raz, nie dziesięć, mówiłem Ci, czego mi ostatnimi czasy brakuje. Ciężko jest dać odrobinę więcej siebie?
    - Tu znowu wyjedziesz ze spotkaniami i tym całym nic nieznaczącym badziewiem?
   - Tak, Sasuke. Z tym badziewiem, jak i wsparciem czy zaufaniem. Ot, małoważne śmieci, na których buduje się podwaliny związku. A nasz niestety, przestał istnieć.
    - Myślisz, że tym mnie jakoś złamiesz? Twoją pieprzoną aluzją o rozstaniu? Mylisz się i to bardzo – Uzumaki mógł powiedzieć, że to właśnie świadczy o tym, jakie to egoistyczne relacje, przepękał to jednak i nie odezwał się ani słowem. Znał bruneta i wiedział, że on za chwilę wyciągnie rękę. Minęło kilka minut, zegar wiszący na kremowej ścianie wybił siódmą wieczorem. – To, że mi nie ufasz, to Twoja sprawa, nie moja – blondyn pokiwał głową z niedowierzaniem.
    - Tak, bo to moje paranoje i moja wina – zaciśnięte usta w wąską kreskę.
    - Ja… nie każę Ci tego wszystkiego pamiętać. Powiedziałem, że się zmienię i tak się stało – ironiczny śmiech rozzłościł stojącego mężczyznę. Czarne tęczówki zdawały się zabijać.
    - Tak się stało… Hm, no to dziwne, bo Suigetsu doniósł mi, z kim się ostatnio spotkałeś. Jak ona miała… Ino? – Czarnowłosy drgnął. Miał zamiar się tłumaczyć, lecz Naruto mu na to nie pozwolił. – Daj spokój. Mniej więcej co cztery miesiące coś mi wykręcasz. Na początku jakieś rozmowy, pisanie, potem spotkania. Darowałem Ci wszystko, wierząc, że w końcu się zmienisz, że będzie Ci zależało i z tym skończysz. Ale jak sam niedawno stwierdziłeś, przez cały ten czas, kiedy jesteśmy ze sobą, tak naprawdę Ci nie zależało. Dlaczego to więc ratować? Nie mam pojęcia. Ale pomijając to. Ile ja Ci się naprosiłem, byśmy mogli się zobaczyć, spotkać? No powiedz sam? – Przełknął ślinę, zastanawiając się nad sensem tej rozmowy. Tak czy siak, będzie jak zawsze, z tym, że nie będzie już powrotów. Nie, na pewno nie.
    - Dużo razy – westchnął, uświadamiając sobie, że nie ma żadnych argumentów na swoją obronę. No, może jeden.
    - No właśnie. Jak kiedyś nie mogłem się od Ciebie odpędzić, tak ostatnio nie mogłem się doprosić o jedno spotkanie na dwa tygodnie – Uzumaki odetchnął głęboko, zamyślając się na chwilę. W środku aż go skręcało z nerwów. Sasuke jak zawsze milczał, a co za tym idzie, wszelakie przemyślenia, jakie miał, zatrzymywał dla siebie. A rozmowa przecież to inaczej wymiana poglądów na dany temat, czyż nie? Nawet, jeśli mówi się o czymś tak delikatnym, jak związek. – Kolejna kwestia, wsparcie. Naprawdę myślisz, że się nawzajem wspieramy?
    - No jeszcze mi kurwa powiedz, że jest inaczej – czuł się przytłoczony ilością argumentów byłego kochanka. Tym razem raczej nie wyjdzie obronną ręką.
    - Co to dla Ciebie znaczy „wzajemne wsparcie”? – Zapytał, choć wiedział, jak szczątkową odpowiedź dostanie. Tym razem Sasuke go jednak zaskoczył.
    - To pomoc w trudnej sytuacji, cieszenie się z sukcesów, wspólne ponoszenie porażek, a także uczestniczenie w ważnych dla drugiej osoby, wydarzeniach – aksamitny głos wibrował jeszcze w powietrzu, gdy niebieskooki ponownie się odezwał.
    - Tak. Nie umiałbym tego lepiej ująć. Tylko, że nas to nie dotyczy – czarnooki z powrotem opadł na mebel, nie spuszczając wzroku z chłopaka. Młodzieńcze rysy, zmartwiony wyraz twarzy, słodkie blizny, opalona, pachnąca brzoskwiniami skóra… Jakkolwiek, cokolwiek, nie chciałby stracić dostępu do tego anioła.
    - Nie? – Zapytał, główkując zawzięcie. Nie wiedział, jak okazać ukochanemu uczucie.
    - Nie. Kiedy zdawałem maturę, ty zaczynałeś pracę w jednej z firm. Ja pogratulowałem Ci przyjęcia, wypytywałem, interesowałem się. Ty… jedynie przytaknąłeś, zauważając, że potrafię być mądrym i zdać tak ważny egzamin. Gdy zaś potrzebowałem Cię, by porozmawiać, przytulić się, po prostu, zapomnieć o troskach – niemalże nigdy nie miałeś czasu, coś było ważniejszego. A to kumple, a to rodzina, a to obowiązki domowe – Uzumaki uśmiechnął się szeroko, znów gładząc kark. – Nie jestem jakąś tam babą, żeby wypłakiwać Ci się w pierś, ale czasem odrobina zainteresowania i chęci wykazania, kogo naprawdę cenisz, byłaby mile widziana – brunet nie odzywał się.  Powoli zaczęło do niego dochodzić, że Naru ma rację. – A jeśli chodzi o wspólne wyjścia, czy jak to pięknie ująłeś, uczestniczenie w ważnych wydarzeniach…
    - A nie robiłem tego? – Lazurowooki posłał mężczyźnie, starszym od siebie o pięć lat, długie spojrzenie.
    - Nie bój się, sobie również mam coś do zarzucenia, choć dużo mniej – inteligentnie wyczuł, że Uchiha zaczyna się niecierpliwić i przestaje słuchać. Potrzebna była wyraźna sugestia. – Tak, brałeś udział, ale pamiętasz, co było wcześniej? – Ich spojrzenia się  spotkały. – Kilka dni przed osiemnastymi urodzinami mojej kuzynki, Anko, kłóciliśmy się, jak zresztą przed ślubem mojego taty z Tsunade i studniówką. Przed każdą taką imprezą mówiłeś mi, wiedząc, że jest to dla mnie cholernie ważne, że nie będziesz mi towarzyszył i koniec. Prosiłem, błagałem – nic nie pomagało, czysty emocjonalny szantaż.
    - Jaki znowu szantaż, co? – Wahania nastrojów czarnowłosego czasami go rozbrajały.
    - No proszę Cię. Chciałeś, bym Cię błagał, żebyś mógł łaskawie się zgodzić i ze mną pójść.
    - Jasne – na nic więcej nie było go stać. Myślał, że dwudziestojednolatek tego nie zauważył. Kolejny dowód na to, jak mało interesował się byłym partnerem. Postanowił zmienić trochę bieg rozmowy. – A Ty? Idealny książę na białym koniu? – Ironia w jego głosie nijak miała się do tego, co czuł wewnątrz siebie. Przygładził ze zdenerwowaniem niesforną grzywkę, czekając na odpowiedź.
    - Tak – zażartował, zatapiając się we wspomnieniach. – Jedyną rzecz, jaką możesz mi po części na „czysto” zarzucić, to moje spotkanie z Kibą. No cóż, odbyło się, jechałem z nim samochodem, nie mówiąc Ci o tym, tyle. Jakkolwiek tego nie przekręcisz, ja nie zdradziłem Cię ani intelektualnie, ani fizycznie – Sasuke wyczuł przytyk. Pierwszy raz od czasu tej nieszczęsnej niby randki, nie poruszył tego tematu. Zwykle rozwodził się nad tym, jak to się nie martwił o blondyna, czuł małoważny i zlekceważony, i jak to się wkurwiał, gdy ten nie odbierał telefonu. Tym razem jednak nawiązał do wcześniejszej wypowiedzi kochanka, mając nadzieję, że wykaże się przynajmniej podstawową cechą, czyli słuchaniem.
    - Masz rację, nawaliłem, ale nie powiedziałbym, że nasza miłość jest egoistyczna.
    - Nie, Sasuke, nie nasza, tylko Twoja – zacisnął zęby z wściekłości, podczas gdy blondyn zdawał się rozluźniać. – Posłuchaj – chłopak pochylił się nieznacznie w jego kierunku. – Powiedziałeś wcześniej, że łączą nas choćby przyjemność, z czym się zgodzę, choć to za mało, jak i wspólne zainteresowania. Jeśli tak… Możesz wymienić choć jedno? – Milczenie jest złotem, lecz nie w tym przypadku. – No właśnie. Ja czytam książki, piszę, pracuję, a Ty… Polegasz na rodzicach, interesujesz się tylko znienawidzonymi przeze mnie motocyklami, masz dość osobliwy sposób bycia, serio. Gdybym ja spał po tyle godzin… Och, nawet nie chcę o tym myśleć – porozumiewawczy uśmiech łagodzący zwykle napięcie. – Kocha… kochanie, zrozum. Było cudownie do czasu, potem się wypaliło. Każdą akcją sprawiałeś, że przestałem Cię kochać, wierzyć w to, że nam wyjdzie. Zadowalasz się samymi błahostkami, ja chcę czegoś więcej. Nie pasujemy do siebie i tyle. Szkoda tylko, że zmarnowaliśmy tyle czasu, a przynajmniej ja, by dojść do takich wniosków – Uzumaki wstał i ostatni raz spojrzał tęsknie na szerokie barki byłego partnera. Widząc, że ten na niego nie patrzy, a jedynie odrzucił głowę w bok, ze zrezygnowaniem poczłapał ku wyjściu. Gdy naciskał klamkę, dobiegł go smutny głos Uchihy. Wyraźnie słyszał w nim błagalne nutki.
    - Naru, proszę, zostań. Nie, ja błagam – kiedyś rzadko, prawie w ogóle nie słyszał tego z wiśniowych warg. Ostatnimi czasy jednak takie słowa jak „błagam”, „przysięgam”, „obiecuję”, straciły dla Naruto na wartości. Ostatni raz odwrócił się w kierunku bruneta.
    - Po co?
    - By… ja się zmienię, będę takim, jakim chcesz, bym był…
    - Nie, Sasu – przerwał mu, tonąc w onyksowych tęczówkach. – Nie ma sensu, tacy jak Ty się nie zmieniają. Nas nie łączy nic, poza przyzwyczajeniem i… seksem. Teraz w końcu mam odwagę, by to zakończyć – odwrócił się znów do drewnianej przeszkody. – I… i nie błagaj, bo to niepodobne do Sasuke Uchihy, jakiego kiedyś znałem. Jakiego kiedyś… kochałem. – Zatrzaśnięcie drzwi odbiło się głuchym echem po pustym już mieszkaniu. Czarne oczy rozejrzały się po pomieszczeniach. Zdawało się, jakby przedmioty, kiedyś ożywione wspaniałym śmiechem Niebieskookiego Słońca, umarły. Kawa, błękit czy krem ścian, zdawały się zblaknąć, jakby odczuwały, że już nigdy więcej nie rozświetli ich żółć włosów Uzumakiego. A nade wszystko mroczny, posępniały, dwudziestosześcioletni mężczyzna, zajmujący fotel na środku pokoju,  wydawał się jeszcze bardziej nieludzki i obcy. A to wszystko dlatego, że morskie oczy, które jaśniały, gdy cieszył się ich właściciel i ciemniały, gdy ten się smucił, miały już nie spojrzeć na tego człowieka. Miały już na zawsze pozostać w jego pamięci. Na… zawsze.