Wybacz!

KONIEC.
Umarło śmiercią naturalną. Nic już się nie pojawi. To nieodwołalne.
Dziękuję za pułap 100 000 wejść. Zdaję sobie sprawę, że miałabym 2 razy więcej, gdybym pisała... Ale już nie umiem. Jedynie dla pieniędzy.
Pozdrawiam.

Polecany post

One - Shot - Poszukując wartości.

Tytuł: „Poszukując wartości” Paring: SasuNaru Kategoria: Shoūnen ~ ai Gatunek: Dramat (tak świątecznie, wiem xD) Ostrzeżeni...

wtorek, 31 grudnia 2013

3. Kupiony tydzień - co potrafi panicz Uchiha - WTOREK


„Opiekun” – Rozdział trzeci.

KUPIONY TYDZIEŃ – CO POTRAFI PANICZ UCHIHA – WTOREK.



Dzień rozpoczął się nawet względnie, tak jak sobie zaplanował. Po szybkim, orzeźwiająco zimnym prysznicu, zjadł śniadanie z pozostałą służbą i złapał Kakashiego przed południową drzemką.
    - Ładnie to tak, się obijać? - Zagadnął, gdy mężczyzna rozkładał się w dawno nieuczęszczanej bibliotece pana domu, z dziwną, pomarańczową książką.
    - Oj, Naruto, jak ty mało wiesz o tej rodzinie - westchnął teatralnie, przykładając dłoń do czoła. - Uff, jakże się zmęczyłem siedzeniem całe dnie w pokoju czy tu, w bibliotece - odegrał małą scenkę słaniania się z kanapy, a potem, z uśmiechem ukrytym pod dziwnym skrawkiem materiału, dodał: - Jak wiesz, mój jedyny zleceniodawca całymi dniami przesiaduje przed komputerem, dzięki czemu nie mam zbyt wielu zajęć.
    - Rozumiem. Tak jak już sam wspomniałeś, niewiele wiem o Uchiha. Może pomożesz mi wzbogacić moją lichą wiedzę? - Szarowłosy spojrzał na niego dziwnie.
    - To ty tu jesteś mistrzem od analogii i psychologii. Sam kombinuj - puścił mu oczko i zatopił się w lekturze. Rozczarowany podejściem Hatake, podniósł się z fotela, które wcześniej zajmował i ruszył w kierunku wyjścia. - Naruto... Nie bierz tego do siebie, mi jest dobrze tak, jak jest w tej chwili. Jeśli ci pomogę, młody szybciej będzie mnie potrzebował.
    - A jeśli powiem ci, że to polecenie służbowe? - Kolejny, tym razem kpiący uśmiech ukryty pod maską. 
    - Musiałbym to usłyszeć osobiście od Fugaku - "To się da załatwić."

Krótko po tej nic niewnoszącej rozmowie z Kakashim, postanowił tak dla relaksu, obejrzeć nagrania z instruktażem. Nie wiedzieć dlaczego, widok osób podobnych jemu samemu, próbujących okiełznać takie bożyszcza, jak Sasuke, poprawiał mu humor. Tym bardziej, że spodziewał się bardziej owocnej współpracy z osobistym szoferem swojego wychowanka. Kto jak kto, ale Hatake powinien wiedzieć co nieco na temat postępowania młodego, miejsc, które odwiedzał, osób, które poznawał... Nie miał pojęcia, dlaczego mężczyzna nie chce się tymi informacjami z nim podzielić. Z cichym warknięciem chwycił za klamkę drzwi prowadzących do jego pokoju.

To, co ujrzałem w następnej chwili, zamurowało mnie, a nawet rozśmieszyło. Przed moimi oczami rozpostarł się piękny krajobraz, idealny dowód na to, że Sasuke nie ma tak do końca z głową. W końcu próbował pozbyć się swojego wroga na wszelkie sposoby. Szkoda tylko, że wybierał te najprostsze, a co za tym idzie, najdziecinniejsze. Co widziałem?
Moje niebieskie oczy ślizgały się po pomazanych sprejami różnego koloru, meblach, zniszczonych ubraniach, podartych pościelach... Wszędzie lawirowały strzępki pierza czy materiałów, na podłodze walały się połamane kawałki płyt, długopisów i innych przedmiotów możliwych do połamania i stłamszenia. Lecz nie to mnie najbardziej rozbawiło. Młody Uchiha nie był pierwszym, który próbował na mnie tego typu sztuczek, dlatego też ta taktyka kolejny raz na mnie nie zadziała. Zaintrygowało mnie, a raczej poruszyło szczere i owiewające milionem pozytywnych emocji, wyznanie: "Wypierdalaj stąd, psycholu". Aż musiałem zajść do niego i mu podziękować, lecz to niestety musiało poczekać.
    - Boże kochany, co tu się stało? - Za plecami poczułem ciężki oddech białookiej Hinaty. Westchnąłem.
    - Sasuke pokazuje mi, jak bardzo mnie uwielbia – odparłem, odwracając się i uśmiechając od ucha, do ucha. Z pewnością dla wielu to niezrozumiałe, ale ucieszył mnie ten mały „psikus” Uchihy. Chłopak ma jaja.
    - Zrobił to panicz… - zaczęła niezgrabnie, lekko się przy tym jąkając. Musiałem jej przerwać.
    - Nie ma sprawy, posprzątam – próbowała znów coś z siebie wydusić, więc położyłem palec na jej okazałych, koralowych ustach. Oczywiście się zarumieniła. Uh, jakie to przewidywalne. –  Posprzątam – powtórzyłem z naciskiem, posyłając dziewczynie cieplejsze spojrzenie. – A teraz wybacz, ale jak widzisz, mam troszkę spraw na głowie – odsunąłem się, a ona z cichym „rozumiem”, odeszła. Bujda, wcale nie rozumiała, ale nie będę już w to wnikał. Zamknąłem za sobą drzwi pokoju i jeszcze raz się rozejrzałem. Laptop pozostał w tym samym miejscu, otwarty, tak jak go zostawiłem. Nie miałem złudzeń, Uchiha zostawił mi tam wiadomość. Spokojnie podszedłem do komputera, spojrzałem na ekran i bez słowa walnąłem się na łóżko. Gdy moje ciało zetknęło się z fakturą materaca, w górę wzniosło się kilkanaście piór – pozostałości po kołdrze i poduszkach.
Przez dłuższy czas zastanawiałem się, co zrobić. Byłem, między młotem, a kowadłem, a żadne z wyjść mnie nie satysfakcjonowało. Mogłem zejść na dół i w dać się w jakże zabawną, ale niewnoszącą nic do sprawy, dyskusję, albo „olać” tą sytuację i zachowywać się, jak gdyby nigdy nic. Szczerze powiedziawszy, byłem za tą pierwszą opcją, bo wręcz uwielbiam drażnić młodego Księcia, jednakże wiedziałem, że opcja numer dwa bardziej go zdenerwuje. Przewidywałem, że go tym podbuntuję i zmuszę do dalszego okazywania mi, jak bardzo mu na mnie zależy. I powiem Wam, że się nie myliłem, Sasuke Uchiha znów zaatakował.

Blondyn posprzątał połowę tego bajzlu, pozostawiając oczywiście na ścianie to ckliwe wyznanie. Za każdym razem, gdy się prostował, a jego oczy spoczęły na wcześniej wspomnianym napisie, uśmiechał się półgębkiem. Jakże go bawiły takie infantylne zachowania! Nie macie nawet pojęcia. Podnosząc się ostatni raz z całym workiem nieszczęsnego pierza, spojrzał na zegarek. Piętnasta. Jeśli się pospieszy, zdąży do sklepu, odkupić zniszczone sprzęty. Z tym musiał się udać do gospodyni, alias Tsunade, która dysponowała budżetem domowym pod nieobecność pana domu. No cóż, trudno. Wynosząc wspomniany wcześniej worek, przeszedł obok pokoju Sasuke. W tym momencie nad blond czupryną zapaliła się mała żaróweczka. Jakimże byłby psychologiem, gdyby nie wykorzystał tej sytuacji?

- Naruto, dokąd mnie prowadzisz? – Zapytała, podążając za chłopakiem. Nie miała innego wyjścia, trzymał ją delikatnie i kokieteryjnie za łokieć.
    - Pomożesz mi odegrać małą scenkę? – Odpowiedział pytaniem, patrząc na nią z ukosa. Niebieskie tęczówki zamigotały.
    - Pewnie – odparła, idąc już pewniejszym krokiem. Po chwili para stała na pierwszym poziomie willi.
    - Posłuchaj, Ino – nachylił się do jej ucha i szeptem wyjaśnił plan. Błękitne oczy dziewczyny nabrały dzikiego wyrazu.
    - Oczywiście, Kakashi, zaraz go poproszę – zawołała głośniej, po czym szybkim krokiem ruszyła w kierunku pokoju Sasuke. Tak jak Uzumaki się spodziewał, hałaśliwa muzyka ucichła. Yamanaka, ubrana w dość kusą, kremową sukieneczkę pokojówki i czarny fartuszek, zatrzymała się kilka kroków za komnatą Księcia Ciemności.  Zapukała ostentacyjnie w drzwi, jak się okazało, łazienki. – Naruto? Naruto, jesteś tam? Kakashi kazał ci przekazać, że czeka na dole. Jako, że panicz Uchiha go nie potrzebuje, to zawiezie cię do tego sklepu z artykułami domowymi i tam, gdzie jeszcze chciałeś – skończyła swoją kwestię, a wtedy blondyn z ciężkim krokiem przeszedł parę metrów i zatrzymał się przed nią. – O, tutaj jesteś – udała zaskoczoną i jeszcze raz powtórzyła rzekomą wiadomość od Hatake, siłą ducha powstrzymując się przed wybuchnięciem.
    - Oh, doprawdy? – Zdawał się słyszeć chrapliwy oddech bruneta zza drzwi. – To świetnie, bo mam parę spraw do załatwienia na mieście – puścił jej oczko, a ta zachichotała cichutko. – Idę po listę – dopowiedział, po czym cofnął się do swojego pokoju, a za nim Ino. Żegnając się z dziewczyną, ukłonił się jej z nonszalancją, sprawiając jej radość.

Jak się zapewne domyślacie, nie miałem najmniejszego zamiaru spełnić choć jednego życzenia z Listy Pana Gbura. Chciałem, by wierzył, że to robię. Tak naprawdę wziąłem z pokoju słuchawki, telefon i kartkę z wykazem sprawunków , które były mi niezbędne. Oczywiście Sarutobi już o wszystkim wiedziała, gdy przyszedłem. Nie mogłem o to winić podjaranej całą akcją Ino, w końcu byłem pierwszym, który tak jawnie przeciwstawiał się Uchisze, ba!, pogrywał wręcz z nim. Bez problemu dostałem odpowiednią kwotę i wyjechałem z Kakashim. Dziwię się trochę, że tak łatwo tu o zaufanie, ale cóż, nie mój dom, nie moje zasady. Może Tsunade z góry założyła, że nie ucieknę z tym całym hajsem, bo mam coś do zrobienia? Nie wiem.
Jechaliśmy dobre dwadzieścia minut, gdy Hatake opuścił szybę w limuzynie i zwrócił się do mnie.
    - Dlaczego tu jesteś? – Przyznaję, tym pytaniem zbił mnie z tropu.
    - Słucham? – Odparłem, zastanawiając się, do czego dąży.
    - To, co słyszałeś. Czytałem o tobie w Internecie. Dyplom z pedagogiki specjalnej, doświadczenie nie tylko w zawodzie, lecz i w policji, spokojne życie… Dlaczego właśnie syn Uchihy? – Zacisnąłem usta w wąską kreskę.
    - Z czegoś trzeba żyć – odparłem, siląc się na uśmiech. No, cholera jasna!
    - Chyba nie mówisz poważnie – warknął szarowłosy, patrząc na mnie w lusterku. Przekrzywiona, czarna czapka z błyszczącym się daszkiem i czerwonym wachlarzem zdawała się cudem trzymać na szarej czuprynie. Dopasowany czarny, aksamitny garnitur, szkarłatna koszula i złoty krawat w czarne emblematy rodziny Uchiha dawały mi aż nadto świadomość z kim rozmawiam – z własnością Fugaku.
    - A nawet jeśli? – Spiorunowałem jego odbicie wzrokiem.
    - Łasy na kasę, lewy psycholog? – Odpowiedział pytaniem na pytanie. Postanowiłem nie dać się sprowokować, jak zwykle zresztą.
    - Nic o mnie nie wiesz – syknąłem tylko, na co mężczyzna się zaśmiał.
    - Dobrze, już, żartowałem – posłałem mu porozumiewawczy uśmiech, choć nie było mi do śmiechu. Przyspieszył, zmieniając bieg. – Powiem ci jednak, że mnie zaskoczyłeś – uniosłem brew w geście zdziwienia. – No wiesz, tą całą akcją z Sasuke. Masz do niego inne podejście niż większość psychologów. Oni tylko gadali do drzwi i odchodzili, z podkulonym ogonem – kiwnąłem głową na znak, że słucham. – Twoja taktyka jest inna.
    - Skuteczniejsza – poprawiłem mężczyznę, zauważając, że zbliżamy się do hurtowni.
    - Z pewnością. Wiesz, jesteś do niego podobny – tym razem odwzajemniłem uśmiech z większą swobodą i szczerością. Po chwili już wysiadałem z limuzyny, by dokonać odpowiednich zakupów, nie komentując jego słów.

Naruto wrócił do rezydencji kilka godzin później. Po chwili  przyjechały zamówione sprzęty. Mężczyzna rozliczył się między czasie z Tsunade i przygotował wstępny plan rozstawienia mebli. Rozmyślając nad tym, zdarzało mu się pomyśleć o Sasuke i o tym, czego ma się spodziewać. Szczerze mówiąc, niczego się nie bał, bo cóż mu mógł zrobić? Miał nawet za sobą próbę zabójstwa, dokładniej uduszenia, a że miał lekki sen, to żadnemu z wychowanków to się nie udało. Lecz Naruto nie posądzał bruneta o takie kroki – to nie ten typ człowieka. Zdążył się zorientować, że bez względu na stan emocjonalny, czy psychiczny, Uchiha są dumni. A duma nie pozwoliłaby czarnookiemu zabić tak mało wartościowego człowieka, jakim zapewne był w jego przekonaniu. Uśmiechnął się smutno pod nosem. Już jutro mają zacząć wspólne nauki. Tylko jak, skoro chłopak nie wychodzi z pokoju? Przez głowę przeleciała mu jedna myśl. „Nie przed zmrokiem.”.
    - Naruto! – Do drzwi zapukała białooka piękność. – Jesteś gotów? Panowie z firmy transportowej czekają na dole na twoje instrukcje.
    - Tak, już idę – odpowiedział, patrząc na ściany. – Z tymi napisami i ślaczkami wygląda o wiele lepiej – powiedział do siebie, a jego twarz na nowo wyrażała kpinę. Tak, zdecydowanie przypominał Sasuke.
Zszedł na dół,  by zobaczyć niezwykły widok – młody dziedzic stał w salonie z zaciętą miną. Ubrany wyjątkowo schludnie, w czarne jeansy-rurki i czarny podkoszulek z napisem: „Skurwiele,  chuje, szubrawcy”. Zbyt krótkie rękawki odsłoniły nieestetyczne skaleczenia i ukłucia na całej długości obu rąk.
    - Witaj, Saske – specjalnie przekształcił imię syna pracodawcy, by zobaczyć jego reakcję. Mijając go, by podpisać stosowne dokumenty, kątem lewego oka zlustrował jego twarz – nadal blada, choć czystsza, skóra, czarne oczy podkreślone czarną kredką, usta maźnięte ostrą, czerwoną pomadką, włosy wyjątkowo ułożone. Dla Uzumakiego to było za wiele – Uchiha wyglądał jak transwestyta (nie bijcie, naprawdę tak musi być… - dop. I.).
     - Mam na imię Sasuke, nie przekręcaj go, chuju! – Ryknął w odpowiedzi, zastygając w bezruchu.
    - Cs, cs, cs, znów masz zły dzień? – Zapytał, w ogóle nie niego nie patrząc. Skupił się na podpisie i nowoprzybyłych Kibie i Iruce. – Pomożecie? – Zwrócił się do nich, jednocześnie skinieniem głowy dziękując dwóm napakowanym mężczyznom, ubranym w czerwone stroje i kremowe kamizelki. Znakiem rozpoznawczym było to, że jeden z rękawów bluzy był krótki, a drugi długi i szeroki, sięgający do nadgarstków.
    - Yy, pewnie – po krótkiej chwili bąknął Umino, będąc zszokowanym obecnością młodego w salonie.
    - To tak – spojrzał na kilka pudeł i zamykające się za transporterami, drzwi – ja wezmę te dwa mniejsze, a wy to jedno większe, co? A potem wrócimy po resztę – zaproponował ze swobodą, udając, że zapomniał o obecności latorośli Fugaku. Zdezorientowani zachowaniem blondyna w stosunku do ich pracodawcy, nie odezwali się, tylko posłusznie podeszli do kartonu i z trudem go dźwignęli. Naruto rozejrzał się po pomieszczeniu (umyślnie omijając wzrokiem najbardziej rozeźloną osobę) i ruszył przed siebie. – Za mną! – Ryknął z uśmiechem, postępując kilka kroków do przodu. Inuzuka i towarzyszący mu brązowooki nie zdążyli pójść w ślady blondyna, bo drogę zastąpił im sam Uchiha.
    - Co ty odpierdalasz, co? – Wyzywające spojrzenie onyksowych tęczówek przyszpiliło pozostałą dwójkę do podłogi, ale nie niebieskookiego.
    - Urządzam sobie pokój – rzucił krótko, nie rozwijając tematu.
    - Załatwiłeś to, co ci kazałem? 
     - Nie i bez ciebie, o wspaniały, nie zamierzam niczego załatwiać – odparł z uśmiechem, próbując ominąć emo.
    - Stój, kurwa, jak do ciebie mówię, popaprańcu! – Uzumaki spojrzał na niego łaskawie z dziwnym błyskiem w oku.
    - Pan wybaczy, ale mówi pan niezrozumiałym dla mnie językiem – odsyknął zimno, lustrując postawę chłopaka. Wyprostowany kręgosłup, wyniosłość w każdym ruchu, zadziornie poderwany podbródek, bijący chłód i ostrość.
    - Masz to wszystko natychmiast oddać, słyszysz, pojebany szmaciarzu? – Słyszał za sobą ciężkie oddechy kolegów z pracy. Bali się.
    - Czyżby szanownemu Uchisze skończyły się epitety? Wybacz słonko, ale te już słyszałem – cichy głos, z tonami słodyczy, toksyczny związek.
    - Naru… - usłyszał za sobą przerażony szept Kiby, lecz tylko odrzucił głowę, dając im znak, by milczeli.
    - Nie, chuju, ale nie chcę uraczyć cię takimi, którymi twój mały móżdżek nie pojmie – odwarknął, zakładając ręce na piersi. Wygląd, zachowanie, odzyskana pewność siebie… - Nie będę gadał do gołej ściany – blondyn uśmiechnął się lekko, prowokując go całym ciałem. Wiedział, do czego pije. – Z czego się skurwysynie, śmiejesz?! – Nie. Dość. Nie pozwoli się tak traktować, nie takiemu szczylowi, jak on.
    - Wiesz… - zaczął, schylając się do jego ucha – coś z Uchiha ci zostało. Szkoda tylko, że straciłeś swoją godność i dumę, waląc sobie konia na tarasie i jęcząc do słuchawki: „ach, Oro – sama” – dopowiedział ściszonym głosem, w odpowiednim momencie naśladując głos stojącego przed nim nastolatka. Uniósł się i zobaczył przerażenie w szesnastoletnich tęczówkach. – Wybaczy pan, paniczu, ale mam lepsze zajęcia, niż ta rozmowa – skwitował lekko całą wymianę zdań i go wyminął. Idąc przed siebie, nie usłyszał słów, które czarnooki wypowiedział.
    - Jeszcze zobaczymy, Uzumaki – idący za niebieskookim mężczyźni, gotowi byli w każdej chwili porzucić dotychczasowe zajęcie, byleby nie narazić się Sasuke. Lecz ten odwrócił się na pięcie, wyminął na schodach Naruto i posyłając mu groźne spojrzenie, przyrzekł zemstę, tej nocy.

Ach, te nasze  pogawędki, jak ja je uwielbiam! Choć muszę przyznać, że coś niebezpiecznego kryło się w jego seksownych oczach, gdy ostatni raz na mnie patrzył. Jakby mnie ostrzegał, próbował przestraszyć… Nie ze mną takie numery.
Siedząc na łóżku, wystukiwałem kolejne litery na klawiaturze. Nie miałem dziś zbyt wielu spostrzeżeń, w końcu nic takiego się nie działo. Akcja młodego sprawiła, że nie mogłem wdrożyć w życie swoich zamierzeń, ustalonych rano. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – kupiłem sobie meble w moim stylu, a plan mogę przełożyć na któryś z następnych dni. Teraz jeszcze muszę sprawdzić, czy Uchiha dzisiejszej nocy również będzie rozmawiał z tym całym Orochimaru. A jeśli tak, to o czym.

Wybiła północ. Ubrany w białą bokserkę, lekko przydługawą i pomarańczowe bokserki, wyszedł z pokoju, stąpając po cichu, niczym kot. Szybkim krokiem przeszedł przez „swoją” część korytarza, aż dotarł do oszklonych schodów. Już miał po nich zejść, gdy usłyszał jakieś niezrozumiałe dźwięki z pokoju czarnowłosego. Idąc jeszcze ostrożniej, zaczął zbliżać się do drzwi pomieszczenia. Były uchylone. Spodziewał się pułapki, więc najpierw zlustrował powoli i ostrożnie przestrzeń za sobą i nad sobą. Nie zauważając zagrożenia, postąpił krok o przodu i delikatnie pchnął drewnianą zaporę. Naoliwione zawiasy nie zdradziły jego obecności. Nim cokolwiek ujrzał, usłyszał głos Uchihy, jakby zniekształcony.
    - Och, tak, chciałbym, byś mnie rżnął, oo tak, Orochimaru – sama – zdusił w sobie chęć zwymiotowania i rozejrzał się. Panował półmrok, dzięki migoczącemu ekranowi monitora. Jedyne, co zauważył, to pościelone łóżko i zarys obitego w skórę, fotela, na którym siedział brunet. Korzystając z jego nieuwagi, podszedł bliżej, starając się zamknąć uszy na gorszące dźwięki. Wyciągnął rękę, by pochwycić wezgłowie fotela, lecz zaalarmował go brak jakiegokolwiek ruchu i oznaki życia. Pociągnął z całej siły za wspomniany element i odsunął mebel w stronę ściany. W mgnieniu oka skojarzył gębę, która na niego patrzyła. – Teraz, Sasuś! – Usłyszał za sobą ciche szuranie, a już w następnej minucie leżał rozpłaszczony na materacu łoża, z rękami nad głową. Jak zaczarowany obserwował skupioną, naturalnie bladą twarz Uchihy, wiszącą tuż nad nim. – Zaskoczony? – Wysyczał czarnooki, uśmiechając się z wyższością.
    - Nie bardzo – odparł, starając się zbić go z tropu. Jak na razie, bezskutecznie. Kątem oka zauważył, że Śliski patrzy na niego z monitora.
    - Dobry wieczór, panie Uzumaki Naruto – wycharczały obleśne wargi, oblizywane przez język podobny do tych, które mają węże. – W końcu pan do nas zawitał – blondyn prychnął lekceważąco.
    - W końcu? Chyba już. Chciałbym przypomnieć, że jestem tu od trzech dni – mówiąc, zatapiał się w onyksowych tunelach. No Hebi roześmiał się zimno. Chrypka i oschły ton sprawiły, że mimowolnie zadrżał.
    - Zależy, jak na to spojrzeć – lazurowe tęczówki skierowały się w stronę głosu. – Powinienem był powiedzieć: w końcu ktoś do nas zawitał. Zawsze chciałem poznać znajomych mojego Księcia – „Zawsze, zawsze, zawsze” – kotłowało się w mojej głowie. Nie podobało mi się to.
    - Hmm, dziwne słowa, jak na kogoś, kto nie pozwala mu ich mieć – odwarknąłem, czując, jak dłonie bruneta mocniej zaciskają się na moich przegubach. Szczerze powiedziawszy, siedzący na mnie chłopak był lekki, tak samo jak jego uścisk, więc z łatwością mogłem się wywinąć. Nie robiłem tego, bo otóż miałem przed sobą dwa źródła drogocennych informacji.
    - Ale jak to? – Zimny ton lekko zniekształcił się pod wpływem szczerego zdumienia. – Sasuke? – Młody spiął się, mocniej przyciskając moje biodra swoimi. Nie powiem, podobałoby mi się to, gdyby nie sytuacja, w jakiej się znalazłem.
    - Tak, Orochimaru – sama? – Zauważyłem, że się denerwuje. Dłonie zaczęły mu się pocić i ciężej oddychał.
    - To prawda? Uważasz, że nie chcę, byś miał znajomych? – Chłopak szybko zaprzeczył. Za szybko, bym w to uwierzył. Długowłosy uśmiechnął się szerzej, dzięki czemu oczy mu się zwęziły niemalże do szparek, a przezroczysta skóra rozciągnęła się, by się dostosować. – Widzi pan, panie Naruto, to nieprawda – moje oczy ześlizgnęły się na zakłopotaną twarz nastolatka nade mną. Jego postawa, serce bijące 200 razy na minutę i uciekający wzrok utwierdziły mnie w przekonaniu,  że Wąż kłamie. – Jestem przyjacielem Sasuke, jego bratnią duszą, tylko ja go rozumiem…
    - Wykorzystujesz go seksualnie – stwierdziłem bez ogródek, a chwilę potem poczułem uderzenie w policzek.
    - Zamknij się, skurwielu! – Uchiha zdawał się być na nowo przerażonym. Czyżby bał się konsekwencji?
    - Sasu, spokój – zmiana tonu o 180  stopni na ciepły, a zarazem stanowczy sprawił, że mój podopieczny zamilkł.
    - Przepraszam…
    - Już, już – przerwał mu zielonooki, znów się uśmiechając. Przydługie kosmyki onyksowych włosów zasłaniały twarz siedzącego na mnie, chłopaka, przez co no Hebi nie widział jej wyrazu. – Myli się pan. Jakże mógłbym to robić, skoro kontaktujemy się tylko za pomocą Internetu, czy telefonu komórkowego? – Zasyczał, akcentując litery „s” i „c”.
     - No tak, to nie sprzyja namawianiu nieletniego na czynności seksualne, stosując szantaż emocjonalny –zironizowałem. Od razu poczułem drgnięcie. Strzał w dziesiątkę.
     - Ależ panie Naruto – coraz ostrzejszy ton mnie frustrował. Nie dziwiłem się,  że młody był pod jego kontrolą – ten facet potrafił manipulować drugim człowiekiem, z pewnością. – Ja kocham Sasuke – warknął z naciskiem na drugie słowo.
    - Kochasz i ograniczasz?
     - Źle to pan widzi. Nie chcę, by mojemu kochaniu coś się stało – pomyślałem o bliznach na trzymających mnie rękach, które mieniły się w świetle ekranu. Wpadłem na pewien pomysł. – Uczę Sasuke podstawowych wartości, dużo rozmawiamy o sztuce, literaturze, a szczególnie tej starożytnej… - wspomniałem wczorajszą nocną rozmowę. – Jest dla mnie naprawdę wszystkim.
    - Rozumiem – zacisnąłem zęby, nie patrząc na wwiercające się w moje wnętrze, zaskoczone tęczówki. – Widocznie źle odebrałem pańskie intencje – długowłosy zaśmiał się krótko. – Nic tu po mnie – westchnąłem, z przyjaznym warknięciem. – Skoro go kochasz…
    - Tak – potwierdził, nieświadomy podstępu.
    - … to to cię rozzłości – szybkim ruchem wyrwałem ręce z uścisku bruneta, chwyciłem go za boki i używając całej siły, zepchnąłem obok na łóżko. Oczywiście od razu nad nim zawisłem. Zdenerwowany Uchiha poddał się mojej woli, gdy opuściłem się, by go pocałować. Zwykłe, niewinne zetknięcie warg, endorfiny, przyjemność, a nade wszystko szok. Odrywając się od wiśniowych ust, oparłem policzek o jego polik i wyszeptałem: - Tak nie musi być. Ktoś może cię naprawdę pokochać – po czym w jednej sekundzie podniosłem się i uśmiechnąłem perfidnie w stronę monitora.
    - Zapłacisz mi za to – cichy, mrożący krew w żyłach szept mnie rozbawił.
    - A co, wyjdziesz z komputera? – Odszepnąłem, cofając się z pomieszczenia. – Dobranoc, Sasu – dodałem tylko, zamykając za sobą drzwi.

Wiele rzeczy zauważyłem podczas tej zasadzki. Muszę wszystko przemyśleć, być może zmienić plan działania. A co najważniejsze – wiem już, czym kierował się mój wychowanek. Młody szukał wsparcia i zrozumienia, a dostał  upokorzenie, kontrolę, ból i masę strachu. Nie zgłoszę tego na policję, to byłoby za proste. Pokażę Sasuke, jak łatwo jest się uniezależnić. Nie pozwolę, by ten proceder był kontynuowany. Zastanawiam się tylko, jakie konsekwencje narzuci mu Wąż i do czego go jeszcze namówi.

Już od kilku godzin wiercił się, nie mógł ułożyć, oddać w objęcia Morfeusza. Choć tego nie chciał, nie mógł pozbyć się dziwnego wrażenia – usta podopiecznego smakowały tak intensywną wiśnią, że nadal ją czuł.

*****
Rozdział kończy się średnio ciekawie, ale za to następny zacznie się z wielką pompą i refleksją, obiecuję. 

I cóż, kolejny rok już niedługo za Nami. Dlatego też życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku. Nie upijcie się zbytnio, by nie zaczynać 2014 z ogromnym kacem i bólem głowy ;)

Tak na koniec – dziękuję z te pół roku, kiedy mogłam dla Was pisać. Mimo, że 2013-sty kończy się małą niesnaską, jestem zadowolona z tego, że mnie czytacie o potraficie docenić moje starania. Mam tylko nadzieję, że w Nowym Roku Was nie zawiodę i nadal z przyjemnością będziecie powracać do moich opowiadań. 
A teraz unieśmy lampki z szampanem i wypijmy, za powodzenie Naszych przyszłych planów ;).

Wasza Inata.